Zaznacz stronę

 

Zdarzenia z ostatnich dni nakazały mi napisanie tekstu o kradzieży własności intelektualnej, o plagiacie. Zarówno jawnym jak i niejawnym oraz zachowaniu winnego.

Zawsze miałem się za osobę pomysłową oraz kreatywną. Potwierdzała to i potwierdza to nadal zdecydowana liczba osób z którymi pracowałem lub współpracowałem. Doceniają to nie tylko moi klienci i klienci klientów poprzez zakupy i zwiększanie sprzedaży. Docenia moją pracę także grono ludzi, którzy prawa do niej nie mają.

O tym będzie ten wpis. Zrobię krótki spis treści żeby lub jak kto woli opiszę chronologicznie bieg zdarzeń.

Mam taki zwyczaj „monitorowania” internetu pod kątem treści, którą tworzę i całkiem niedawno bo kilka dni temu natknąłem się na aukcję allegro, która w pewnych elementach aż nadto przypominała moje dzieło dla klienta. Zaniepokoiło mnie to bardzo ponieważ uważam, że konkurencja powinna polegać na rywalizacji, a nie kserowaniu. „Pogrzebałem” więc w sieci, a serwis allegro jak mało który daje takie możliwości i po jakimś czasie, który musiałem poświęcić na „risercz” miałem wszystko „jak na dłoni”.

Napisałem więc do sprawcy maila, że to średnio kreatywne tak zrzynać, ale wiadomo, że nikt ot tak nie przyzna się do winy – szczególnie takiej jak „nic nie znacząca kradzież internetowa – przecież dziennie kradnie się całą masę obrazków, tekstu i nikt nie robi z tego halo…”

W odpowiedzi dostałem nieprzyznanie się do winy i klasyczne odbicie piłeczki. Przytoczę fragment: „Proszę Pana proszę o konkrety a nie lanie wody. Informuje Pana, że wszystkie grafiki, zdjęcia i opisy są naszą własnością sprzedajemy taki asortyment od 20lat. Może to ta inna konkurencja czerpie inspirację od nas? ”

Nie wiem czy inne firmy kopiują od sprawcy, ale wiedziałem, że sprawca kopiuje moją pracę dla mojego klienta.

Napisałem więc kolejną wiadomość – pokazałem fragmenty czyli pliki graficzne które były aż zanadto inspirowane moją pracą.

Co w odpowiedzi?

Przeczytałem, że powinienem ochłonąć i iść na spacer, a to nie ja się gotowałem.

Nie mniej jeszcze raz utwierdzając sprawdzę, że nic nie wiem o bezpośrednim plagiacie napisałem, że fajnie by było gdyby przestał to robić. O dziwo częściowo posłuchał. Zmienił nieco grafiki, ale nawet gdyby zrobił je tak na początku to widać było czyją pracą się „inspirował”.

Normalny człowiek wtedy zwyczajnie stosuje się do porady, a jak ma odrobinę przyzwoitości to przeprasza. Nie chce się przyznać? Zwala winę na pracownika i obiecuje, że to nie będzie miało więcej miejsca. Nie. Tutaj totalne zaprzeczenie, naskakiwanie na mnie, że ja leję wodę.

Wtedy… woda się rozlała.

Napisał mi, że jedna z moich prac jest… tak! „idealnym Plagiatem naszej produkcji Layoutu”. Podesłał mi nawet plik graficzny z jego „pracą” i nakazał usunięcie mojej pracy ze strony www.

Projekt wykonany dla klienta z DE. Rozliczony, ale jeszcze nie zamieszczony na serwerze klienta.

(ukradziony plik graficzny z mojej strony, którego autorstwo przypisał sobie sprawca z żądaniem usunięcia mojej pracy)

Co widzimy? Że sprawca nie tylko dokonał kradzieży pliku, ale i wykorzystał do pomówienia mnie element identyfikacji wizualnej (logo) mojego klienta by w niewybredny sposób wkleić tam jakże uroczy napis pączki.

Nie wiem czy chciał być zabawny, pokazać że jest bezkarny lub „odwrócić kota ogonem, ale:

– przeanalizowałem ruch na serwerze, powiązałem godziny, a także bo pewnie nie wiedział, że coś takiego istnieje zagłębiłem się w szczegóły pliku, który przedstawił w sposób nieudolny jako swoją pracę.

– wyłożył się totalnie pod względem prawa.

– pokazał z jakiego formatu człowiekiem przyszło mi walczyć

Jako, że miałem okazję rozmawiać przez telefon z tym człowiekiem przez około dwie minuty miałem nawet mniej pracy przy analizie ruchu. Ponadto jeden z adresów IP wskazywał na ISP oraz miejscowość Błonie w której… tak. Sprawca ma siedzibę/biuro.

No więc co mi pozostało zrobić skoro: „radze zakończyć już pana zbędą polemikę o pseudo prawnych rzeczach o których nie ma Pan pojęcia, kolejne rozmowy proszę kierować pismem prawniczym tutaj już nikt nie będzie konsultował Pana chorych fanaberii.”

No więc te moje „chore fanaberie” skonsultowałem z prawnikiem, a także z niemieckim klientem dla którego wykonałem „sporną” pracę. Przeanalizowaliśmy z klientem nasze umowy jeszcze raz pod kątem ewentualnych problemów prawnych w tym plagiatu o który oskarżył mnie sprawca. Najprawdopodobniej umowę rozwiążemy. Ja zwrócę kwotę z FV, a klient będzie się domagał od sprawcy swoich praw odnośnie wykorzystania jego logo. Ja będę się domagał zgodnie z prawem swoich roszczeń.

Tak sprawa, którą można było załatwić zwykłym „przepraszam” przeniosła się na zupełnie inny front. Nie mniej sprawca zapewne uważa, że jest niesamowicie sprytny, przebiegły i ze względu na to, że „biedny nie jest” jest bezkarny. Zapomina, że zakończenie pewnych ofert nie sprawia, że one znikają, zapomina, że obecnie można dokumentować przestępstwa na wiele sposobów.

Niebawem uzupełnię wpis nie tylko o dokumentację foto, ale także o informacje o podjętych krokach prawnych.

Na zakończenie: Wiecie co jest najzabawniejsze? Sprawa rozpoczęła się od tematu allegro i plagiatu na nim, a spór prawny będzie dotyczył zupełnie czegoś innego. Czegoś tak surrealistycznego dla mnie. Czegoś co nie miało prawa się zdarzyć w normalnym świecie.

Nie zdążyłem nawet poinformować mojego klienta dla którego wykonałem pracę odnośnie początkowego sporu o zaistniałym problemie, ale powiadomiłem niemieckiego klienta o kradzieży jego logo.

CDN.

foto: https://www.freepik.com/free-photo/street-thief-holding-knife-trying-steal_1185599.htm